Kajdany i biczowanie – masochizm na własne życzenie?

„Przepraszam, że wczoraj nie zadzwoniłam. Późno wróciłam i ryczałam do rana. Nie wiem co się dzieje, Paweł.” Taką wiadomość napisała mi Marta, z którą znamy się od długiego czasu.

Marta to świetna babka. Kiedyś pracowała jako handlowiec i do dziś (choć to nie do końca jej bajka) jest w tym naprawdę dobra. Dowcipna i komunikatywna. Lubi ludzi, a oni lubią ją. Skończyła studia, uczestniczyła w kursach i szkoleniach z wielu dziedzin – wszystko po to, by rozwijać swoją pasję, jaką jest inspirowanie do działania. Przed laty, po koleżeńsku „coachowała” również mnie, żebym znalazł odpowiedzi na pytania związane z ówczesnymi blokadami, które nie pozwalały mi ruszyć z miejsca. Wspominam to bardzo dobrze, bo dzięki niej uświadomiłem sobie jakie naprawdę mam możliwości. Możliwości, których zwyczajnie nie zauważałem albo nie sądziłem, że mogę z nich skorzystać. Trochę tak, jakbym na to nie zasługiwał, bo przecież: „Są inni, lepsi. Ja jestem gdzieś na szarym końcu.” – Tak wtedy myślałem.

Człowiek jest jak gąbka

Wróćmy jednak do Marty. Chociaż negocjowanie umów, poszukiwanie partnerów do współpracy czy promocję wydarzeń ma w małym palcu, do tej pory najczęściej widziała każący palec wskazujący albo środkowy, którym pozdrawia ją los. Dlaczego? Zapewne dlatego, że człowiek jest niczym gąbka. Chłonie to, co od dziecka dostaje z otoczenia. Jeśli są to rzeczy ważne, dobre i budujące poczucie własnej wartości – w porządku. Gorzej, gdy słyszy się hasła, które po latach wybrzmiewają w głowie niczym irytujący slogan reklamowy, nie dający o sobie zapomnieć. Wspomniane slogany „ustawiają” mechanizm myślenia na wiele lat i potrafią powrócić echem, w najmniej oczekiwanym momencie. Marta właśnie tego doświadczyła.

Dorastając, obserwowała swoich rodziców. Oboje dobrze radzili sobie finansowo. Ojciec miał nawet zwyczaj, by co jakiś czas, siadając na kanapie, przeliczać banknoty. Mówił wtedy, że pieniądz lubi ruch. W jej domu nigdy niczego nie brakowało. Patrząc na rodziców, zapamiętywała ich rozmowy oraz tok myślenia i nasiąkała nim. Obserwacje kilkanaście lat później zmieniły się w jej codzienność. Marta najpierw pracowała w instytucji związanej z finansami, potem współpracowała z kilkoma firmami jako handlowiec. Zarabiała duże pieniądze. Robiła to, co umiała i umie robić naprawdę świetnie. Niestety, nawet wysoka pensja i bardzo dobry kontakt z ludźmi, nie sprawiły, że poczuła się osobą pewną siebie i wiary w swoją wartość.

Nigdy nie była dziewczyną jak inne. Wyróżniała się na tle koleżanek mających podobny do siebie typ urody. Nie lubiła tego. Chciała być jak one. Jak dziewczyny, które wpisują się w pewien kanon. Nie znosiła tego, że jest na swój sposób charakterystyczna. Składało się na to wiele elementów, ale na tamten moment, w żadnym z nich nie zauważała niczego pozytywnego. Jako dziecko słyszała teksty, które tylko pogłębiały jej kompleksy na punkcie wyglądu. Choć jest absolutnie proporcjonalna, długo sądziła, że jest inaczej. Nie umiała zaakceptować faktu, że z natury ma po prostu nieco inną budowę ciała niż koleżanki. Zresztą, trudno się dziwić, skoro non-stop była porównywana do innych. Czuła się kobieco, nie mogąc jednocześnie wyrażać tego na zewnątrz. Ukrywała się pod monotonnymi garsonkami, które były jej pancerzem, gdy pracowała w finansach. Patrząc w lustro, widziała twarz i sylwetkę za którymi nie przepadała. Uśmiechała się do ludzi, jednocześnie nie lubiąc tego, że jest jaka jest. Mimo iż dawno nie była już nastolatką, głosy z przeszłości wciąż nie dawały jej spokoju.

Pieniądze szczęścia nie dają?

Pamiętam jak kilka lat temu, zadzwoniła do mnie po szkoleniu, które prowadziła w ramach własnej firmy. Rozentuzjazmowana opowiadała o tym, jak to uczestnikom się podobało. Podchodzili do niej, dziękowali za przekazaną wiedzę i gratulowali zapału. Cieszyłem się, bo wiedziałem, że to jej żywioł. Powiedziałem nawet, że moim zdaniem to jest sposób w jaki powinna pracować i zarabiać pieniądze. Wtedy w słuchawce zapadła cisza, a potem usłyszałem słowa, które pamiętam po dziś dzień: „Paweł, ale ja nie wiem czy jestem warta tych pieniędzy.” Zmroziło mnie. Dziewczyna, która przed momentem opowiadała mi o tym, jak było niesamowicie, w jednej sekundzie straciła rezon. Zniknęła radość i entuzjazm. W mgnieniu oka pojawiły się wątpliwości i negowanie swoich umiejętności.

Wtedy nie rozumiałem o co chodzi. Przecież wszystko się zgadza. Marta daje ludziom wartość prowadząc szkolenie. Oni zapisali się na nie z własnej woli i równie dobrowolnie, zapłacili za nie określoną kwotę. Zrobili to, by zyskać konkretną wiedzę i tak też się stało. Uczestnicy są ukontentowani. Dlaczego więc prowadząca ma kryzys? Dziś, kilka lat później, wiem już, że wiele osób podświadomie karze się w ten sposób za to, że nie żyją zgodnie z planem własnych rodziców. Marta i inni ludzie w podobnej sytuacji, batożą się mentalnie w związku z sytuacją finansową czy rodzinną, odbiegającą od scenariusza jaki obserwowali będąc dziećmi. Chcą działać po swojemu, mają pomysły na siebie, a jednak odczuwają dysonans. W ten sposób tworzy się mechanizm błędnego koła. Im bardziej chcą działać po swojemu, tym mocniej odczuwają niekompatybilność między tym co mówi głowa pamiętająca nakazy i zakazy, a tym co podpowiada serce. Czasem ciężko jest zauważyć ten mechanizm. Marcie – na szczęście, się udało.

Trudna układanka

Bohaterka tego tekstu zrealizowała wiele założeń, które dopiero niedawno, po wielu latach, zidentyfikowała jako wywodzące się od jej rodziców. Czasem były wyrażone werbalnie (w sposób mniej lub bardziej zawoalowany), czasem istniały wyłącznie na poziomie emocji. Zawsze jednak odbierała je jako zobowiązanie. Były jak kajdany z których ciężko jest się wyswobodzić. Im bardziej się szamoczemy, tym mocniej zaciskają się na nadgarstkach. Dziś mówi: „Wciąż jeszcze nie wiem która część mnie i które reakcje są tak naprawdę moje, a które pochodzą od moich rodziców. Czuję, że do tej pory składałam się w większości z ich oczekiwań. Teraz muszę to wszystko rozpoznać i poukładać na nowo.”

Żeby dopasować elementy swojej układanki, Marta szukała pomocy i rady u wielu osób. Korzystała z klasycznej terapii, realizowała także ścieżkę filozofii buddyjskiej, z której ostatecznie zrezygnowała. Skupiła się na swoich emocjach – zaakceptowaniu tego co było i na co nie ma już wpływu. Pracuje nad wybaczeniem rodzicom, którzy być może bezwiednie, ale jednak, zaprogramowali jej myślenie na sukces widziany ich oczami i mierzony ich miarą. Przez to, latami nie czuła się wystarczająco dobra – choć myśl ta żyła wyłącznie w jej głowie.

Bywa że nawet dziś, wracając w rodzinne strony, słyszy porównania do innych osób, stawianych jej za wzór. Złości się na taki stan rzeczy, bo nie ma już na to zgody. Chce dialogu z bliskimi, ale nie ma ochoty walić głową w mur, by może kiedyś zostać wreszcie zrozumianą. Mimo naprawdę dużych możliwości, Marta nadal ma wahania w kwestii pewności siebie. Czasem mam wrażenie, że w jednym ciele mieszkają dwie osoby. Pierwsza jest tą prawdziwą, wesołą, kreatywną, pełną energii do działania i pasji do czerpania z życia tego, co najlepsze. Druga to ta, która potrafi zniweczyć każdy plan jednym zdaniem. To cień, który zagnieździł się w niej i przypomina o swoim istnieniu, kiedy tylko Marta zaczyna mieć odwagę by coś zrobić.

Dr. Jekyl i Mr. Hyde

Ta zdecydowanie mniej przyjazna postać mieszka w wielu z nas. We mnie też. Od każdego z nas zależy czy pozwolimy się jej panoszyć i dominować w naszym życiu, czy potraktujemy ją wyłącznie jako dopełnienie naszego JA. Tam gdzie jest światło, tam musi być i cień. Najważniejsze jest zachowanie równowagi między nimi. Zbyt mocne światło oślepia tak, że nic nie widzimy. Za dużo cienia sprawia z kolei, że nie rozwijamy się w odpowiednim tempie. Brak krytycyzmu może być zgubny, ale autosabotaż przez krytykę, podsycaną przekonaniami z przeszłości – na dodatek, nie naszymi, jest znacznie bardziej krzywdzący.

Marta przeszła naprawdę długą drogę. Zdaje sobie sprawę, że przed nią jeszcze równie długa wędrówka i najpewniej niejeden słabszy moment. Wie natomiast, że ze świadomością rzeczy, których przez długi czas nie mogła zrozumieć, maszeruje się o wiele łatwiej. Dziś potrafi powiedzieć, że jest ładna (bo jest) i że się sobie podoba. Umie reagować na komplementy i pozytywne opinie. Nie jest już zahukaną dziewczyną sprzed 8 lat, która pod maską uśmiechu, ukrywała zakłopotanie. Choć nadal jeszcze walczy z demonami przeszłości, robi co w jej mocy, by wygrać tę walkę. Może kiedyś sama napisze o swoich zmaganiach. Trzymam za nią kciuki!

Czarna lista. Zastanów się zanim to powiesz.

Oto lista najczęściej słyszanych tekstów, które nie pozostają bez znaczenia dla psychiki dziecka czy osoby dorosłej, do której są kierowane. Poniżej każdego zdania umieszczam opis, w jaki ten „komunikat” zazwyczaj bywa rozumiany i jak programuje myślenie osób do których jest adresowany.

Ktoś mówi: „Jemu się udało, bo ma znajomości/ bo robił przekręty
Ty myślisz: Duże pieniądze można zdobyć przez koneksje/nieuczciwie. Aby być uczciwym, należy zadowolić się mniejszą kwotą.

Ktoś mówi: „Chciałabyś/ chciałbyś zarabiać nie wiadomo ile! Pięć tysięcy?! Przestań śnić i idź do normalnej pracy!
Ty myślisz: Pięć tysięcy to niewyobrażalnie duża kwota. Zacznij myśleć realistycznie – idź do pracy za 2200 pln.

Ktoś mówi: Przecież Ty się do tego nie nadajesz!
Ty myślisz: Pewnie ma rację. Jestem na to za słaby/-a. Lepiej zajmę się czymś, czemu podołam. (zaniżanie własnych możliwości i ambicji)”

Ktoś mówi: „Powinnaś/ powinieneś mieć już …(tu wpisz osiągnięcie/rzecz)… tak jak …(tu wpisz osobę)…
Ty myślisz: On/ona jest lepsza, bo ma tę rzecz/umiejętność. Ja, nie mając tego wszystkiego, jestem życiowym przegrywem.

Ktoś mówi: „Nic Ci się nie udaje!”
Ty myślisz: Jestem beznadziejny\a. Do niczego się nie nadaję. Niczego nie umiem zrobić dobrze.

Ktoś mówi: „Bez pieniędzy jesteś nikim!”
Ty myślisz: Mając pieniądze, będę doceniany/-a i szanowany/-a. One stanowią o mojej wartości. Mając ich mniej lub nie mając wcale, przestanę być kimś interesującym dla innych.

„Słowo, choć nie z głazu – może rozbić kości i zmiażdżyć od razu…” – aforyzm wschodni.