Czy prawda jest w modzie?

Czy prawda jest w modzie? Czy można kreować markę/ produkt beż ściemy?

Dziś będzie o… modzie. Ostatnie tygodnie upłynęły pod znakiem wpadek wizerunkowych kilku polskich firm. Nieodcięta metka, sugerująca wykorzystanie w produkcji słabego jakościowo t-shirtu jako bazy, „luksusowe” produkty sprowadzane wprost z …Ali Express, sprzedawane przez osoby medialne jako własne, z wielokrotną „przebitką” cenową. Nie mnie osądzać takie praktyki. Choć przyznam, że tworzenie pozorów luksusu, bazując na czyichś pomysłach (na dodatek,  dostępnych w innych miejscach w sieci za ułamek ich „luksusowej” ceny) lub podrzędnych półproduktach, jest co najmniej słabe.

Z BUTA NA RYNEK

Bez większych rozkmin etycznych, postanowiłem napisać o marce, która nie musi uciekać się do niejasnych praktyk i „luksusowego” marketingu. Marce, która choć nie należy do tych, jakie kojarzymy z tak zwanej „ górnej półki”, jest popularna, a w niektórych kręgach wręcz kultowa J Marce, która przeszła ostry refreshing, przez co nabrała nowego charakteru, mimo iż w świadomości ludzi obecna jest  od kilku dekad. O marce, w której sztandarowy produkt przyodziana była swego czasu prawie każda szanująca się stopa podczas wypoczynku w plenerze. Wreszcie – o marce, która NIE JEST sponsorem tego posta (a szkoda!) czyli… KUBOTA!

Niektórzy z Was czytając to co napisałem mogą dostać ataku padaczki ze śmiechu, inni zaś – spokojnie przytakną. Najlepsze jest to, że każdy będzie miał sporo racji. W latach 90-tych ubiegłego wieku, gdy Whitney i Michael byli w szczytowej formie, MTV grała jeszcze muzykę, a ja mogłem nazwać się już oficjalnie nastolatkiem, człapaki Kubota można było dostrzec w całej Polsce.  Gdyby Internet był wtedy tak powszechny jak dziś, a do tego istniały zjawiska typu Youtube czy zawód influencera – jestem pewien, że Michael promowałby Kuboty w swoim klipie, a Whitney śmigałaby w nich po domu, co na bank uchwyciliby paparazzi. W Polsce występowały one w zestawieniu z równie legendarną, białą niczym zęby Michała Wiśniewskiego, skarpetą, koniecznie podciągniętą do połowy łydki. Ciekawe, jaki mógłby być jej amerykański odpowiednik? Macie jakieś pomysły? 

KLAPEK MADE IN CHINA

Wioska, żal, żenaduwa… Tak było! Wszak to lata 90-te – czas pierwszych działań biznesowych w krainie zastałej po PRL-u. Nikt nie ukrywał, że choć marka jest polska, to same klapki zostały wyprodukowane w Chinach. Ba! Tego nawet nie dało się ukryć. Ich mierna trwałość i wiecznie rozpinający się rzep były na to dowodem. Na dodatek,  logo lubiło się odkleić w części albo całości. Mimo to, ludzie wciąż ochoczo w nich szurali. Ten kto będąc dzieckiem nie miał choć raz styczności z Kubotami, nie zna życia 🙂

Do sprawnej reaktywacji marki,  po latach jej rynkowego niebytu, niechybnie przyczynił się internet. W zasadzie można powiedzieć, że memy nawiązujące do 90’sów zrobiły im lepszy marketing, niż niejedna agencja. Do tego – zupełnie za darmo. Szkoda, że Michael i Whitney nie dożyli tego momentu. Kto wie? Może faktycznie założyliby kultowe, polskie klapensy. Zwłaszcza te z widniejącego w ofercie segmentu Premium.

Tak, wiem co za chwilę sobie pomyślicie, ale ten post NAPRAWDĘ nie jest sponsorowany 🙂 Po prostu, zobaczyłem że od jutra, w sieci z owadem dostępne będą klapki i skarpety Kubota (zestaw MUST HAVE każdego prawdziwego Polaka!). Nie wiem jak wy, ale ja bieżę z rana po swoją parę, bo przegapiłem poprzedni rzut sprzed kilku miesięcy. Obym tylko znalazł właściwy rozmiar, gdyż płetwa ma całkiem potężną jest (rozmiar 45,5-46,5). 

PONAD PODZIAŁAMI

Kuboty to dla mnie marka związana z wieloma zabawnymi wspomnieniami… To klapki będące ponad wszelkimi podziałami. Występowały jako część stylizacji zarówno tzw. „żołnierzy ortalionu”, czyli dresiarzy, którzy by odpowiednio wyeksponować odziane w nie racice, zakładali krótkie spodenki (KAŻUAL DRES KOD). Były synonimem błogiego lenistwa, gdy przestrzenni wymiarowo Panowie z piwnym brzuszkiem, wybierali je jako główny „obuw” w drodze do pobliskiego sklepu z trunkami. Niezastąpione na każdych koloniach, zwłaszcza gdy szło się pod prysznic. Zawsze na posterunku, by wybrać się na szybką wyprawę ze śmieciami, ale świetnie prezentujące się z klasycznymi, czarnymi jeansami i białym t-shirtem…  

Oczywiście, piszę to z przymrużeniem oka, ale prawda jest taka, że Kubota była kojarzona nawet wtedy, kiedy przez lata jej nie było. Po ponownym wejściu na rynek nie musieli z niczym kombinować, niczego ukrywać. Po prostu, odwołując się do skojarzeń które ludzie mieli z ich produktami, wyprodukowali je raz jeszcze – tym razem w Polsce. Rozbudowali ofertę, zostawiając jednocześnie klasyczny model. Rozpoczęli współpracę z wieloma firmami i organizacjami. Skorzystali z zasięgów influence rów, ale nie w ilościach hurtowych.

PRAWDA JEST OK!

Tak, wiem. To nadal TYLKO Kubota. Zgadzam się. A jednak to moim zdaniem najlepszy przykład tego, że marka nie musi niczego ukrywać, żeby być lubianą i szanowaną. Oni nie robili z siebie firmy exclusive. Nie wymazywali ani nie kolorowali historii, żeby po reaktywacji mieć +100 do zajebistości. Wiedzą skąd się wywodzą i nie wstydzą się tego, a teraz pracują nad własnymi projektami. Mimo, że klasyczne Kuboty nie były i pewnie nadal nie są „pancerne”, chętnie je kupię. Z sentymentu, ale też dlatego, że jako marka, niczego nie udają. Przynajmniej do tej pory. A przecież nie od dziś wiadomo, że każda ściema na twarz musi kiedyś się wydać. Wtedy wizerunek posypie się jak stare budownictwo. Prawda jest ok.!

ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA NA MOIM PROFILU FACEBOOK: https://www.facebook.com/kawalekwcalosci/